O niedostatecznym splendorze

Proszę mi nie wysyłać kwiatów w formacie JPG. Proszę się nie tłumaczyć ze zbyt pochopnych deklaracji. Wszyscy wiemy jak to jest: najpierw udostępniamy śmierć Nelsona Mandeli, a dopiero potem sprawdzamy, kto to, do jasnej cholery, był. Proszę się nie dopytywać o okoliczność pozyskania nagrania, najlepiej z osobistą dostawą do domu. Tak, wiem, taka Janda, taki Gajos, po swoich premierach jeżdżą po domach znajomych i wyskakują z pudełka jako hawajska albo margherita, gdyż pan domu w innym wypadku nie zdążyłby obejrzeć skoków, a jego małżonka musiałaby się odrywać od prasowania, co przed świętami jest niemożliwością. Dlatego, dobrze, Krysiu, że wpadłaś, bo sama rozumiesz. O tu, w rogu pod filodendronem – bo inaczej będziesz zasłaniała telewizor – zaraz zorganizujemy ci jakąś scenę…

Proszę mi też nie ściemniać i nie opowiadać. Przed przedstawieniem została sprawdzona lista obecności, więc wiem, kto był, a kto tylko podrzucił na widownię kontury swojej sylwetki wycięte z tektury. I zapamiętane zostanie, kto w godzinie próby okazał się przyjacielem, a kto się wypiął.

Nie uspokoją mnie żadne usprawiedliwienia, typu warsztaty z psychologii roślin, ostatni sezon serialu czy jakieś durne zostawanie w robocie po godzinach. Nie zatrzymają mego gniewu ani czekoladki, ani polubienia fot, ani wydzwanianie z gratulacjami.

Następnym razem jak przyjdzie mi występować, zaproszę tylko tekturowe kontury. Swoje własne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.