O królewnie opóźnionej w rozwoju

Spytano mnie w mojej szkółce aktorskiej:
- Co kieruje ludźmi, którzy w takim wieku decydują się zacząć jeszcze raz wszystko od początku?

W jakim wieku? Oglądam się za siebie, ale nikogo nie ma. Czyli to do mnie. Ale nadal nic nie rozumiem. Grzebię więc w tornistrze, żeby w dowodzie sprawdzić datę urodzenia. Przy okazji wypadają mi gapiszony, wiatraczek i składana hulajnoga. O, widzicie?

Ja przecież tylko bardzo długo spałem. Po maturze takie mnie ziewanie wzięło, że doprawdy, z 15 lat mi zeszło na odsypianiu zarwanych na kuciu nocy. Teraz, kiedy wreszcie się z rozkoszą przeciągam, dowiaduję się nagle o jakimś Kwaśniewskim, jakimś Małyszu, o Ich Troje jakimś. A gdzie Gorbaczow, a Jaruzelski gdzie? A kto składki emerytalne za mnie opłacił, a kredytu kto za mnie nie wziął? O, nie, ludzie, weźcie się nie wygłupiajcie, weźcie mnie nie wkręcajcie…

Proszę, buźka zakonserwowana, ani jedną zmarszczką nieprzeorana. Brzuch płaski, piwskiem sprzed telewizora nienadęty. Pupcia jak u niemowlaka sprężysta, trądzik bujny jak u młodzieńca. Zarost wciąż ledwo, ledwo się sypie. I nadal ta nieśmiałość w pewnych, bardzo dorosłych sprawach…

Więc jakie, pytam się, za późno? Czy królewicz, który pocałunkiem obudził królewnę po stu latach drzemki, zadaje jej pytanie:
- Te, królewna, a ile ty masz właściwie lat?
- 120 – ona mu na to.
- A to nie za późno w tym wieku na szczęśliwy koniec bajki, babo jago jedna?
I ona go wtedy na łopatę i sru do pieca, bo wiek przecież nie jadła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.