Opowieści niderlandzkie

Nie ufam sobie zadowolonemu. Te wszystkie zachwyty nad „ach, jaki piękny dzień, domek, ptaszek, zachód słońca”, wydają mi się nieautentyczne, nieszczere, płytkie. Czasami jednak nawet ja muszę zmienić ton. No bo jak nie zachwyca, jak zachwyca?

Wróciłem z dziesięciodniowego pobytu w Amsterdamie. To moja pierwsza podróż za linię Łaby. Dość spora rewolucja jak na wieloletnie, obsesyjne trzymanie się trasy Ochota – Wola.

Zastanawiam się, co mi zostanie w pamięci z tej wycieczki… Kolekcja mebli dla lalek z bodajże siedemnastego wieku? Nalewająca mleko Vermeera, której intensywność żółci i błękitu zaskoczyła on line? Straż nocna Rembrandta, o której, jak zwykle, zacząłem czytać dopiero po wyjściu z muzeum, bo nie miałem wcześniej pojęcia, że to taki klawy i ważny obraz? Widok Amsterdamu nocą z tylnego bagażnika roweru? Nieśpieszne popijanie piwa w knajpce na Jordaanie? A może przepychanie zatkanej wanny? To też. Ale z pewnością ludzie. Mogłem godzinami gapić się na oryginalnych, otwartych na swoje, cudze, nasze wielkości i słabości, nieśpiesznie pomykających na rowerze mieszkańców tego trochę prowincjonalnego miasta, jakim jest Amsterdam. Grzeczni, uprzejmi, zadbani. Pilnujący swojego fioła i szanujący bzika innych. Na przykład pan w plastikowych getrach i kolorowym welonie, który jakoś nie zagrażał fundamentom cywilizacji…

Od kilku godzin jestem w Warszawie. Już w tramwaju, w drodze z Centralnego, wszyscy obrażeni. Każdy ze wzrokiem w podłodze, ale z uchem przy siedzeniu obok. Nasłuchują, oceniają, potępiają. Przeproś nas, człowieku w dziwnym szaliku, w klapkach z jednym palcem, z miną obcą, zadowoloną. Proś o wybaczenie. Za rugi pruskie, Katyń, pacyfikację KDT. Może łaskawie pozwolimy ci wysiąść.

Moje Państwo niby ma to w nosie, ale w gruncie rzeczy jest bardzo niezadowolone. No i masz ci los, dzięki powrotowi do ojczyzny (nie mylić z Państwem) znowu wracam do autentycznego, szczerego i bogatego w głębię pionu.

Przy okazji wielkie dzięki dla Ivo i Eli za darmowe noclegi, żarcie, pogadanki turystyczne, pogaduchy do poduchy i ogólnie bezcenny, fajny czas. Moje Państwo nawiązuje stosunki dyplomatyczne z Ivo. A nawet z całą Holandią.

One thought on “Opowieści niderlandzkie

  1. Dzieki bardzo kochany :))
    Bardzo, bardzo i hippichinka tez bardzo, bardzo !!!Madame rumsztyk jeszcze bardziej a Morgan mruczy teskno…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.