O Midas Enterprise

Ruszamy ostro z Magdą z książkami. Zamawiają i zamawiają. A my piszemy i piszemy. Aż żar z rozgrzanego nam brzucha bucha. Co niektórzy z przyjaciół jednak wciąż mają uwagi i obiekcje. Zgłaszają antykatastroficzne dla fortuny naszej przyszłej wnioski. W gruncie rzeczy: sugerują płacz i zgrzytanie zębami, czyli wielkie bankructwo. Niedoczekanie. Moje Państwo to nie jakaś […]

O epizodach

W moim życiu ostatnio intelektualno-refleksyjno-twórcze pustki. Nie ma co wklejać w blog. Urząd, krzątanie się ze ścierką po Państwie, jedzenie, mycie, wieczorna praca nad książkami dla „Siedmiu Mórz”. Potem spanie, Urząd, krzątanie… Są dni, kiedy książęce panowanie przypomina obowiązki halabardnika: stanie z halabardą, czyszczenie halabardy, podpieranie halabardą sennych powiek, jedzenie halabardy, nastawianie halabardy na 5.30 […]

Jeszcze raz z beczki

Czytam Chamowo Białoszewskiego. Ale spokojnie, nie będzie mądrzenia się tym razem… Zastanawiam się natomiast, z czego oni żyli, ci dawni poeci? Białoszewski całymi dniami przy oknie. Obserwuje zielenienie. Nadsłuchuje stuki-puki. Zupełnie inna perspektywa, zawieszona na suficie, klamce, chmurze. Ktoś go do urzędu zaprowadzi, mieszkanie załatwi, spakuje w kartony, przewiezie walizki. Jakieś przyjaciółki niewidome zatroszczą się […]

Z zupełnie innej, niebajkowej beczki

Dobrnąłem do końca Łaskawych Littella. Gdzieś w okolicach trzechsetnej strony utknąłem, aby raptem połknąć pozostałe siedemset. I nie mogę przestać myśleć o całości tego tomiszcza. Mówiono mi: „pornografia zbrodni”, „po co coś takiego pisać?”, „niesmaczne”, „apoteoza relatywizmu moralnego”. Wiem, to przebrzmiałe dyskusje z zeszłego roku, a jednak zauważyłem w Łaskawych coś, co nie daje mi […]

O końcu bajowania

Jeszcze tylko niedziela. Skończy się bezmyślne gapienie się w niebo, moczenie nóg w misce (morze, nasze morze…), leżenie pod gruszą na dowolnie wybranym boku, bezrefleksyjne, tik-tak, śledzenie wskazówek zegara, dzięki którym prawie że można osiągnąć nirwanę. Rozpocznie się niekończąca epoka Urzędu. Już w poniedziałek, mili państwo, książę wstanie o piątej trzydzieści, spakuje do neseserka gazetę […]

Opowieści niderlandzkie

Nie ufam sobie zadowolonemu. Te wszystkie zachwyty nad „ach, jaki piękny dzień, domek, ptaszek, zachód słońca”, wydają mi się nieautentyczne, nieszczere, płytkie. Czasami jednak nawet ja muszę zmienić ton. No bo jak nie zachwyca, jak zachwyca? Wróciłem z dziesięciodniowego pobytu w Amsterdamie. To moja pierwsza podróż za linię Łaby. Dość spora rewolucja jak na wieloletnie, […]